A ja się na to nie godzę. Bo nie rozumiem, dlaczego miast skupiać uwagę na cyckach wiszących na plakatach zalewających miasto, reklamujących szmatki i inne kwiatki, hejtuje się coś, co ma swoje poważne uzasadnienie. Co służy nam wszystkim. Społeczeństwu służy, oj tak. Zdrowemu, silnemu narodowi polskiemu.
Tyle, że w tym kraju się nie da. Podczas kiedy światowe instytucje nawołują, aby dawać kobietom wsparcie, którego mogą potrzebować, by karmić piersią aż ich dzieci ukończą dwa lata i dłużej, zgodnie z zaleceniami WHO*, polski rząd robi sobie ze mnie jaja. Z moich cycków również, przeznaczając rocznie kilkadziesiąt milionów złotych na refundację sztucznego mleka. W samym 2012 roku było to ponad 76 mln zł. „To suma, za którą można byłoby uruchomić wiele poradni laktacyjnych i wykształcić setki doradców. Refundować matkom wypożyczenie laktatora, wyposażyć w nie szpitale. Wydać mnóstwo literatury. Zrobić porządne, ogólnopolskie badania wskaźników. Z pewnością by spadły nakłady na żywienie dzieci, bo karmienie naturalne jest tanie. Na świecie liczy się zyski z tego, że dzieci są karmione mlekiem własnej matki. U nas się tego nie robi, i lekką ręką wydaje tyle pieniędzy...” - kwituje dr n. med. Magdalena Nehring-Gugulska, dyrektor Centrum Nauki o Laktacji.
Śmiejemy się z Brytyjczyków i Amerykanów, że grubasy. Tymczasem Ameryka ma jeden z najniższych wskaźników karmienia piersią na świecie. Polsce do niej wcale nie tak daleko, a z procentem otyłości wśród dzieci szybko gonimy tych, którzy wzbudzają nasz śmiech. Analizy publikowane w ostatnich latach wskazują, że coraz mniej matek w Polsce decyduje się na karmienie piersią swoich dzieci. Współczesna cywilizacja im nie sprzyja, choć wydawałoby się, że o zaletach mleka kobiecego wiemy naprawdę wiele.
No to zamknijmy je w tych domach, niech sobie karmią, co nas to interesuje. To ich wybór, nikt przecież nie każe im przestać. Ale niech to robią tak, żeby inni nie widzieli. Niech się z tym chowają, niech się wstydzą, niech uciekają. Niech mają poczucie winy. To na pewno wpłynie na zwiększenie liczby karmiących.
Cieszę się z narodzin „Royal Baby” i z tego, że księżna Kate przełamuje stereotypy związane z kobiecą cielesnością. Niech się karmią i niech się tym cieszą, tak jak cieszyła się księżna Diana i inne, znane matki: Alanis Morissette, Shakira, Beyonce czy Pink (i niech o tym mówią, niech piszą o tym te brukowce). Ta ostatnia zresztą przyłączyła się do grona walczących o swobodne karmienie piersią w miejscach publicznych. O tym, że cycki w restauracji nie powinny nikogo obrażać, mówił też swego czasu Woody Allen (facet!). Pozwolę sobie go zacytować na koniec tego wpisu, coby zamknąć swój wywód trafnym spostrzeżeniem "Jeśli ktoś czuje się urażony karmieniem piersią, to znaczy, że gapi się zdecydowanie za bardzo". I tyle w tym temacie.
*Cyt. z: "Żywienie niemowląt i małych dzieci: Standardy postępowania dla Unii Europejskiej".
