Miasto stoi przed nimi potworem

Kulawa Warszawa
Oddać miasto mieszkańcom – to postulaty od lat realizowane w nowoczesnych miastach Europy. W Polsce powoli również zaczyna się dziać w tym temacie lepiej, choć przestarzała forma planowania przestrzennego jest tu wciąż popularna. Cierpią na tym przede wszystkim osoby, przed którymi miasto w takiej formie stoi nie otworem, lecz potworem.

Jestem matką wózkową, nie samochodową ze względów światopoglądowych. Wybieram więc komunikację miejską, bo żyję w dużym mieście i wierzę w to, że dokonując takiego wyboru robię dobrze nam wszystkim. By żyło się lepiej, albo jakoś tak. Ale nie tutaj, w Warszawie. Bo Warszawa w swojej otwartości dla wszelkiej maści Słoików, w swoim pędzie do wielkomiejskości, jest jednak nieco kulawa.



O tym, że stolica naszego kraju mocno kuleje, od jakiegoś czasu przekonuje też Izabela Sopalska, autorka bloga „Kulawa Warszawa”. Alternatywna modelka, która brała udział w konkursie Miss Polski na wózku, porusza się na nim od ponad roku. I opisuje absurdy architektoniczne Warszawy.

A jest ich wiele. Poczynając od przejść podziemnych czy nadziemnych, które wydają się być niezbędne na dworcach kolejowych i w metrze, jednak zupełnie nie sprawdzają się w przypadku innych ciągów komunikacyjnych. Ich istnienie można zwalić na karb specyfiki architektury lat siedemdziesiątych, ale za wysokich krawężników i braku podjazdów dla wózków i wózkowych np. w przejściu podziemnym przy Dworcu Centralnym już nie bardzo.

– Dużo się zmienia, ale jeszcze bardzo dużo jest do zrobienia. Są przepisy, które mówią, że na przykład robiąc remont przestrzeni publicznej, trzeba ją dostosować do potrzeb osób niepełnosprawnych, ale niestety urzędnicy bardzo sprytnie próbują ominąć to, używając innego słowa, jak rewitalizacja. Najbardziej dziwi mnie kiedy powstaje jakieś nowe miejsce, a okazuje się, że jednak ktoś nie do końca znał się na przepisach i np. pochylnia jest zbyt stroma. Trzeba trochę bardziej przemyśleć pod każdym względem remonty oraz planowanie nowych inwestycji – będzie lepiej – wyjaśnia Iza.

W to, że będzie lepiej chcę wierzyć, choć zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, jak wiele zależy od dobrej woli urzędników i planistów, zajmujących się organizacją przestrzeni miejskiej. Ci zdają się powoli dostrzegać problem, choć z rozwiązaniami nadal bywa różnie. Ot, na przykład rondo Dmowskiego. Niby są podnośniki przy każdych schodach i nie ma się czego czepiać. Ale podnośniki cały czas się psują, a naprawy ciągną się w nieskończoność. Takich miejsc jest dużo więcej.

Marzy mi się miasto dostępne dla wszystkich. Takie miasto, które szuka równowagi między tym, co niezbędne kierowcom, pieszym i rowerzystom, ale myśli również o innych uczestnikach ruchu. Tych, dla których zwyczajny z pozoru, wysoki chodnik stanowi trudność ponad miarę ich możliwości. Wkrótce staruje pierwszy Warszawski Tydzień Kultury Bez Barier. W hasłach głoszonych z tej okazji przez Hannę Gronkiewicz-Waltz słychać nutkę nadziei na lepsze jutro dla wózkowych. Oby nie okazały się to puste hasła polityka jedną nogą na wylocie.

– Europejskim ideałem, do którego powinniśmy dążyć jest myślenie jak o Luwrze w Paryżu. W przypadku tego budynku stwierdzono, że to co służyło sto lat temu, musi służyć również teraz, współcześnie. Przystosowano więc budynek do potrzeb osób niepełnosprawnych, ceną zabytkowych elementów. Trzeba spojrzeć na dostępność miasta, jak na inwestycje w przyszłość i żeby teraz żyło się nam lepiej. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś będzie potrzebował tych udogodnień – stwierdza Sopalska.
Trwa ładowanie komentarzy...